American Reception kingary.net
"matching tracksuits and everything"
Friends come to Kingsport   17 July 05  ][ Back ][ TOC ]

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Rodzice Garego zorganizowali nam tzw "wedding reception party". Tutaj jest taka tradycja, ze rodzice pana mlodego organicuja impraze dzien przed weselem. Ta impreza zwykle odbywa sie po probie generalnej calego orszaku weselnego. Poniewaz wesele bylo u nas, nie mieli taj okazji a co gorsza nie cala rodzina i przyjacie ze Stanow mogli uczestniczyc w naszym przyjeciu. Dlatego rodzicom bardzo zalezalo, zeby zorganizowac taka mala impreze tutaj. Z wiekszoscia rodziny poznawalam sie na grilu 4 lipca a w ubiegla niedziele zaproszeni byli glownie przyjaciele rodziny. Takie przyjecia tutaj maja bardzo nieformalny charakter. Kazdy przychodzi kiedy chce i wychodzi kiedy chce, jedni przychodzili tylko na chwile inni zostawali z nami dluzej. Wszyscy przychodza w spodenkach i koszulkach. My za to wystroilismy sie jak stroz w Boze Cialo. Ja ubralam sie w stroj goralski a Gary zalozyl swoja koszule goralska i po raz pierwszy spinke goralska, ktora dostal od Grzesia i Dominiki. Wszystkim ze szczegolami tlumaczylismy co mamy na sobie.

Jedzenie serwuje sie tutaj zawsze na szwedzkim stole. Mama Garego przygotowala pare amerykanskich zakasek a ja przygotowalam pare polskich. Byl wiec bigos, ktory cieszyl sie najwieksza popularnoscia, zrobilam takze salatke jarzynowa, jajka w sosie tatarskim i upieklam dwa placki. Amerykanskie zakaski kupuje sie w supermarketach, wklada do mikrofalowki lub pieca i wszystko jest gotowe za pol godziny. Tak wiec ja cala sobote spedzilam w kuchni, nawet Garego musialam zaangazowac do pomocy. Mama Garego wyrobila sie w 2 godziny razem z krojeniem jarzyn. Musze sobie to przemyslec.

Impreza byla bardzo sympatyczna. Rodzice Garego maja bardzo duze grono znajomych i przyjaciol. Tutaj zycie towarzyskie bardzo mocno koncentuje sie wokol kosciola. Przynajmniej tak jest w przypadku rodzicow Garego. Na przyjeciu byla jeszcze jedna, procz mnie kobieta polskiego pochodzenia - Julia. To ta staruszka ubrabna na rozowo, mieszka tutaj w sasiednim domu. Rodzina pochodzi z Krakowa, przyjechali do Stanow jak ona miala roczek albo dwa. Nigdy pozniej nie byla w Polsce, Krakow zna tylko z okowiesci ale opowiadala o nim z wielkim sentymentem. Jej mama zmarla w latach osiemdziesiatych, wiec od tamtego czasu z nikim nie rozmawiala po polsku ale jeszcze cos pamieta. W trakcie przyjecia w jednym z pokoi mozna bylo ogladac DVD z naszego wesela. Julia ogladala film z wielkim zainteresowaniem. Rozsmieszyla nas swoim komentarzem dotyczacym dziewczyn ubranych w nieco rozneglizowane sukienki. Powiedziala, ze gdyby jej mama mogla zobaczyc ten film, to nie uwierzylaby, ze to sa polskie dziewczyny. Mowila, ze nie takie obraz Polski zachowala w pamieci. No coz, uplynelo troche czasu i troche u nas sie zmienilo w ciagu ostatnich osiemdziesieciu lat, chociaz trudno w to uwierzyc...

 
 
 

 

Comments (11)