|
Nie
chcialabym byc zlym prorokiem ale cos mi sie wydaje, ze ta
Ameryka nas zepsuje. Wynajelismy mieszkanie w miesjcu, ktorego
standard przerosl wszelkie nasze oczekiwania. Kompleks 7 budynkow,
tzw kondominiow, ladnie polozony, ladnie czysciutko urzadzonych
w miare blisko do centrum, za "plotem" stadnina
koni. Na terenie kompleksu jest odkryty basen (okolo 20 m
dlugosci) i nowoczesna silownia do dyspozycji mieszkancow.
Na razie jeszcze jest cieplo wiec korzystamy z basenu prawie
codziennie, staramy sie utrzymac jaka taka kondycje i nacieszyc
sie woda zanim zamkna basen, co ma nastapic kiedys we wrzesniu.
A nasze mieszkanie jeszcze ciagle troche puste i pewnie tak
bedzie jeszcze przez wiele miesiecy zanim kupimy wszystko
co nam jest potrzebne ale i tak jest juz bardzo wygodne i
funkconalne. Kuchnia byla w pelni urzadzona, wszystkie mieszkania
do wynajecia maja tutaj w pelni urzadzona i wyposazona kuchnie.
Wiec kuchnia i jadalnia to jest na razie jedyne miejsca w
naszym mieszkaniu, ktore nie wymagaja inwestycji. Meble do
jadalni dostalismy od rodzicow Garego, oni korzystali z nich
przez ostatnie trzydziesci lat i stwierdzili, ze maja ochote
na odmiane. Bardzo nas to ucieszylo, gdyz nie mielismy stolu
a po drugie ten stol i kredens to bardzo ladne meble, nie
wydaje mie sie, zebysmy kiedykolwiek chcieli sie ich pozbyc.
Mamy wreszcie pralke, o suszarce nie wspomne, nie musimy juz
prac recznie ani wozic prania do Jablonki (chociaz musze przyznac,
ze chetnie wpadlibysmy do Jablonki na sobotnie pranie). W
kuchni takze jest zainstalowanych pare gadzetow bez ktorych
swietnie dawalismy sobie rade w Lipnicy -- zmywarka do naczyn,
mikrofalowka a zlewozmywak ma rozdrabniacz do odpadkow. Obawiam
sie, ze nie bedziemy mieli zadnych problemow z przyzwyczajeniem
sie do tych amerykanskich wygod i byc moze za pare lat mieszkania
tuaj bedziemy zupelnie zepsuci i niezdolni do wykonywania
pewnych czynnosci np. reczne mycie naczyn itp.
Ludzie na naszym osiedlu przewaznie bardzo mlodzi, czasami mam
wrazenie, ze mieszkamy na miasteczku studenckim. Na razie
znamy tutaj tylko kilka osob i to glownie obsluge -- sekretarki
w naszym biurze sa bardzo mile i towarzyskie no i nasz konserwator
rownierz. To on ostatnio opowiadajac nam dowcip o Polakach
opowiedzial dowcip o Amerykanach. To przykre ale tutaj opowiada
sie tzw. Polak-jokes, te dowcipy sa jak nasze dowcipy o blondynkach,
wysmiewaja glupote Polakow.
Dowcip w kazdym razie byl taki:
Nasz konserwator oferuje swojej amerykanskiej kolezance, ze
opowie jej dowcip o Polaku a ona na to
- A kto to jest Polak?
|